Dzisiaj, 11-go maja 2021 roku, otrzymałem niezmiernie smutną wiadomość. Profesor Leszek Miszczyk zginął tragicznie w wypadku drogowym. Dla mnie, jak i większości z nas był oddanym radioterapeutą i naukowcem. Przez ostatnie piętnaście lat mojej pracy w Instytucie Onkologii nasze relacje ewoluowały. Najpierw był moim szefem jako kierownik Zakładu Radioterapii, w którym zaczynałem pracę kliniczną i naukową, potem dyrektorem. Jednak, gdy czas płynął stał się jednym z moich mentorów, mimo że dziesięć lat temu zmieniłem moje zainteresowania przenosząc się do Zakładu Brachyterapii.

Profesor Leszek Miszczyk był recenzentem mojego doktoratu, który bardzo wnikliwie przeczytał i znalazł wszystkie jego słabości i niedociągnięcia. Był także współautorem kilku prac naukowych, które opublikowałem wespół z lekarzami z Zakładu Radioterapii. Najczęściej przypominam go sobie zadającego celne i dogłębne pytania w trakcie dyskusji naukowych na spotkaniach różnej rangi, często międzynarodowych, zarówno w języku polskim oraz, jak nazywał języki obce, w językach „nienarodowych”.

Dla mnie, dzisiaj symboliczna stała się wyprawa do Mediolanu pod koniec 2019 roku. Było to doroczne spotkanie uro-onkologiczne organizowane przez Polskie Towarzystwo Urologiczne. W czasie wolnym od wykładów korzystaliśmy z dobrodziejstw światowej metropolii. Zwiedzając Pinakotekę Ambrozjańską okazało się, że obydwaj interesujemy się historią sztuki, a Profesor miał wolny bilet do refektarza klasztoru Dominikanów przy bazylice Santa Maria delle Grazie. Wczesnym rankiem udaliśmy się, żeby zobaczyć jedno z najsłynniejszych malowideł ściennych na Świecie. L’Ultima Cena, czyli Ostatnia Wieczerza Leonardo da Vinci, zrobiła na nas ogromne wrażenie. W rewanżu „zaciągnąłem” Profesora na San Siro na mecz Interu Mediolan przeciwko Hellasowi Werona. Mimo że nie był kibicem piłki nożnej bardzo spodobał mu się mecz, a zwłaszcza inni kibice. Trzeba wspomnieć, że Profesor z ciekawością obserwował ludzi. Wieczorem w Brerze, modnej dzielnicy Mediolanu, zjedliśmy razem kolację, jak się okazało ostatnią wspólnie.

Nie wiedzieliśmy, że na świecie zaczyna się pandemia, która zmieni nasze przyzwyczajenia. Nie wiedzieliśmy, że wszystkie, z jednym wyjątkiem, konferencje zostaną odwołane. Mimo że Profesor przedstawiał wyniki swoich badań na zaproszenie Polskiego Towarzystwa Brachyterapii, nie mieliśmy czasu i okazji podyskutować o onkologii, muzyce (np. o the Exploited), książkach, czy stosunku do życia w ogóle.

Kiedyś usłyszałem, jak pewien chirurg powiedział, że dobrego chirurga można poznać po dużej liczbie pacjentów idących w kondukcie na jego pogrzebie. Jestem pewien, że w kondukcie za Profesorem pójdzie nie tylko wielu lekarzy i naukowców, ale również jego pacjentów. I mimo tego, że radioterapia onkologiczna to dziedzina, w której dochodzi do niepowodzeń, tacy pacjenci również poszliby za Profesorem, bo był przede wszystkim lekarzem ludzi, człowiekiem.

Można zapytać, jaki wkład miał Profesor w rozwój brachyterapii. Był współautorem pracy na temat brachyterapii raka przełyku: Sur RK, Levin CV, Donde B, Sharma V, Miszczyk L, Nag S. Prospective randomized trial of HDR brachytherapy as a sole modality in palliation of advanced esophageal carcinoma–an International Atomic Energy Agency study. Int J Radiat Oncol Biol Phys. 2002;53(1):127-133. Bardzo często wspierał lekarzy Zakładu Brachyterapii w przekonywaniu o zasadności stosowania boostu z brachyterapii HDR u chorych z rakiem stercza z niekorzystnymi czynnikami rokowniczymi. Wskazywał również potrzebę stworzenia Pracowni Implantów Stałych w Zakładzie Brachyterapii Instytutu Onkologii w Gliwicach. A dla mnie „wykrakał” moją drogę radioterapeuty, kiedy zatrudniając mnie, wiedząc o mojej przeszłości w kołach studenckich zajmujących się kardiologią interwencyjną, powiedział: „Tu też jest coś takiego, nazywa się to brachyterapia.”

Rozumiem smutek, który dosięgnął nas po tej tragicznej śmierci. Musimy jednak patrzeć w przyszłość. Najważniejsze zadanie to w sposób nieugięty, jak Profesor Leszek Miszczyk, pracować dla pacjentów, myśleć, co można poprawić i rozwijać radioterapię w Polsce. Tak, żeby to miało ręce i nogi. Po prostu, żeby nie było wstydu.

Żegnaj Profesorze.

~Piotr Wojcieszek

Przewodniczący Zarządu
Polskiego Towarzystwa Brachyterapii